Gościnny wpis Agnieszki Guzik

„Ściągając, łamiecie prawa autorskie kolegów”. To jedno ze zdań, jakie kilka razy słyszałam w czasie mojej zdecydowanie zbyt długiej przygody z pewnym przedmiotem na mojej Alma Mater. Straszono nas ponadto wielorakimi, ale straszliwymi konsekwencjami – od groźnych spojrzeń egzaminatora i punktów ujemnych po wydalenie z uczelni i odpowiedzialność karną. O ile naganność ściągania nie pozostawia żadnych wątpliwości, to jednak zawsze zastanawiało mnie, czy aby na pewno faktycznie łamałabym w ten sposób czyjeś prawa autorskie.1

Klucz do testu a prawa autorskie
Zacznę od bardziej jednoznacznej formy egzaminu, czyli od formy testowej. Tutaj sprawa jest o tyle prosta, że jeśli chcielibyśmy uznać, że przepisanie odpowiedzi od sąsiada (oczywiście po dyskretnym upewnieniu się, że ma takie same pytania i odpowiedzi w takiej samej kolejności) narusza jego prawa autorskie, to takie rozumowanie trzeba by pociągnąć dalej. Prowadzi ono do absurdalnego wniosku, że podanie odpowiedzi zgodnych z kluczem ułożonym przez egzaminatora jest plagiatem.

Przyczyna jest prosta – już samym założeniem egzaminu testowego jest wskazanie dokładnie tych samych odpowiedzi przez wszystkich, aby mogli uzyskać maksimum punktów. Zgodnie z art.1 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Z przepisu tego wprost wynika, że dla objęcia ochroną prawnoautorską dzieło musi posiadać cechy indywidualności. Można ją weryfikować odwołując się do przesłanki statystycznej jednorazowości, którą sformułował M. Kummer. W dużym skrócie chodzi o sprawdzenie, czy dane dzieło już wcześniej powstało oraz czy jest statystycznie możliwe stworzenie go w przyszłości przez kogoś innego. Zakładając, że pytania testowe mają już ustaloną treść (i jako takie są chronione prawami autorskimi), to – o ile stan prawny lub stan wiedzy nie zmienił się od chwili ułożenia do nich klucza – wybór prawidłowych odpowiedzi jest czynnością jak najbardziej możliwą do powtórzenia, zatem przesłanka statystycznej jednorazowości nie może zostać spełniona. Dlatego oczywisty jest wniosek, że ściąganie na teście nie łamie niczyich praw autorskich.

Nieco bardziej twórczo, czyli egzamin opisowy
Ponieważ, jak wszyscy wiemy, studia i ogólnie szkoła mają nas uczyć samodzielnego, kreatywnego myślenia, to do grupy zadań egzaminacyjnych, którą umownie nazwę pracami pisemnymi, zawierającej wypracowania, tzw. opisówki lub zadania kazusowe (ten ból znają już chyba tylko prawnicy in spe i to nie wszyscy) nikt nigdy nie układa klucza, według którego będzie oceniał prace swoich ofiar. Przepraszam, studentów i uczniów.
Żartuję – bycie bardziej kreatywnym od egzaminatora i posiadanie własnych, nie mieszczących się w kluczu, niesztampowych pomysłów bywa surowo karane przez paskudne 0 punktów za odpowiedź i nominację do dalszej przygody z tym [wstaw swoje inwektywy] przedmiotem. Dlatego w mojej ocenie, do prac pisemnych ze ściśle określonym kluczem, w który trzeba „trafić” zastosowanie znajdzie również w dużej mierze argumentacja przedstawiona powyżej. Szczególnie dobrze to widać, jeśli takim zadaniem opisowym jest jednoznacznie sformułowane pytanie – np. czego dotyczy teoria względności Einsteina, wymień i opisz negatywne przesłanki procesowe w KPK itp. W takiej sytuacji prawidłowa odpowiedź jest tylko jedna, dlatego o ile nie skopiujemy wprost tekstu sąsiada (który może być wyrażony w bardzo charakterystyczny dla niego sposób), ale umiejętnie go sparafrazujemy – nie naruszamy jego praw autorskich.

Sprawa ma się inaczej, kiedy egzaminator prosi nas o wyrażenie swojego stanowiska w danej sprawie (kto jest Twoim idolem i uzasadnij, dlaczego Stalin?). Tutaj przepisanie odpowiedzi może przyjąć postać dzieła inspirowanego (a zatem będzie utworem samoistnym) albo dzieła zależnego, czyli opracowania.

Z dziełem inspirowanym, zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego (I CR 104/72), mamy do czynienia, jeśli doszło do takiego twórczego przetworzenia elementów dzieła inspirującego, że o charakterze tego pierwszego decydują już wyłącznie jego cechy indywidualne, a nie te przejęte.

Przekładając z polskiego na nasze – podchwycenie od kolegi kilku wątków czy haseł (np. nazw teorii albo – w przypadku kazusów – przepisów mogących znaleźć zastosowanie w danym stanie faktycznym) i opisanie ich we własnym zakresie będzie właśnie dziełem inspirowanym, a zatem wykonanie go nie będzie wymagało zgody autora „odpowiedzi pierwotnej”. Jak wskazują Barta i Markiewicz w „Prawie autorskim” (Warszawa 2013) – „na egzemplarzach dzieła inspirowanego nie trzeba wymieniać ani twórców, ani tytułu utworu, z którego czerpano inspirację”. Jest to wiadomość o tyle dobra, że łatwo wyobrazić sobie ataki śmiechu egzaminatorów, którzy zobaczyliby na pracach adnotacje w rodzaju „zainspirowane tekstem Kasi B., która siedziała obok”

W warunkach egzaminacyjnych najczęściej możemy się spotkać z opracowaniem. Podchodząc realistycznie do tematu – taka sytuacja zachodzi, kiedy dany osobnik nie jest przygotowany, ale ma na tyle talentu i zdrowego rozsądku, żeby nie przepisywać wszystkiego wprost i dokonać na tyle znaczących zmian, by egzaminator się nie zorientował. W skrócie – opisuje to samo, co kolega, ale własnymi słowami. Na wykonanie takiego opracowania powinna zostać wyrażona zgoda autora dzieła macierzystego, przy czym brak jest zastrzeżonej formy, w jakiej ma to być zrobione. Można zatem uznać, iż będzie dorozumiana, jeśli twórca dzieła pierwotnego, widząc usilne starania ściągającego, specjalnie odsłoni kartkę tak, by możliwe było przeczytanie zapisanego na niej tekstu. Bardziej oczywiste formy wyrażenia zgody będą zatem jak najbardziej w porządku, przy czym wypadałoby założyć, że nikt nie będzie chciał otrzymać (lub dać) takiej zgody na piśmie, bo świadczyłoby to o skrajnym oderwaniu delikwenta od rzeczywistości. Tylko na marginesie dodam, że smaczku sytuacji tworzenia opracowania pracy sąsiada na egzaminie dodaje fakt, że jeśli ktoś chciałby ściągnąć od ściągającego, to powinien uzyskać zgodę osoby, od której zostało ściągnięte w pierwszej kolejności.

Sytuacja jest najgorsza, jeśli ściągający nie ma talentu do parafrazy, na egzaminie pojawia się bez przygotowania, ale za to na kacu. Jedynym ratunkiem jest przepisanie od uczynnej sąsiadki lub zdolnego sąsiada. Wtedy, w wypadku odpowiedzi na pytanie, które wymaga wyrażenia własnej opinii lub jakiejkolwiek działalności twórczej w rodzaju napisania bajki (ludzka fantazja chodzi różnymi, niezwykle pokręconymi drogami) w oparciu o ogólnikowo sformułowany temat – narusza prawa autorskie osoby, od której przepisuje, ponieważ jej pracę przedstawia jako swoją i będzie mieć z tego tytułu zysk w postaci zaliczenia egzaminu.

Podsumowując, choć naruszenie czyichś praw autorskich jest w warunkach egzaminacyjnych możliwe, to jednak faktycznie zachodzić będzie bardzo rzadko. Niemniej jednak, następnym razem, kiedy zechcesz ściągnąć pomyśl, co by było, gdyby ten chirurg, który zajmuje się Twoją złamaną nogą też ściągał i do tej pory nie potrafił odróżnić piszczeli od kości promieniowej.

*krystaliczność mojego charakteru, którą może potwierdzić Babcia, nie pozwoliłaby mi nigdy choćby zerknąć w czyjąś pracę 

Agnieszka Guzik
Agnieszka Guzik
Aplikantka radcowska przy OIRP w Krakowie. Podczas studiów związana z Towarzystwem Biblioteki Słuchaczów Prawa, gdzie przez kilka lat prowadziła zajęcia z Logiki dla prawników. Interesuje się logiką prawniczą, prawem handlowym, prawem własności intelektualnej oraz ADR.