Pewna Polka zmusiła Sąd UE do przeanalizowania czym się różni obraz pumy w wyskoku od kota domowego spadającego na cztery łapy. Sprawa była poważna bo rozchodziło się o skopiowanie znaku towarowego firmy odzieżowej Puma.

W marcu 2007 r. Danuta Budziewska, zajmująca się produkcją odzieży sportowej, postanowiła zarejestrować znak  bardzo podobny do tego, którym posługuje się Puma. Trzy lata później Puma SA zawnioskowała aby Urząd Harmonizacji w ramach Rynku Wewnętrznego (OHIM) unieważnił wniosek o rejestrację znaku towarowego Budziewskiej. Pani Danuta dzielnie walczyła aż do tego czwartku, kiedy to Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu oddalił jej skargę i przyznał rację Pumie iż znaki są łudząco podobne.

logoLinia obrony polskiej bizneswoman była przeurocza. Jak można przeczytać w rp.pl,  Budziewska twierdziła, że „zarejestrowany przez nią znak przedstawia zwierzę z rodziny kotowatych spadające na cztery łapy, a nie – jak w znaku Pumy – w fazie wyskoku. Dodatkowo miały o tym świadczyć różnice w ułożenia uszu (sterczące, a nie przylegające do głowy), w widoku przednich i tylnych łap (dwie łapy, a nie tylko jedna) oraz ruchów ogona (ogon uniesiony, a nie opadający). Budziewska przekonywała, że uniesiony ogon podkreśla fazę lądowania, ponieważ to właśnie ogonem kot domowy asekuruje się podczas lądowania przed upadkiem.” Sąd rozstrzygnął spór poprzez wskazania, że lądujące koty spadają najpierw na przednie, a nie tylne łapy.

Na szczęście Budziewskiej przysługuje odwołanie od wyroku Trybunału Sprawiedliwości, tak więc mamy szansę usłyszeć jak rozwinie się ta fantazyjna linia obrony.