Domyślam się, że 99% z Was przed wrzuceniem zdjęć czy filmów na facebooka nie podstawia znajomym do podpisu zgody na rozpowszechnianie ich wizerunku. Nie pyta się też o zgodę na publikację zdjęć ich autorstwa. W portalach społecznościowych podchodzi się do tego bardzo swobodnie. Pomyślałam jednak, że może zainteresuje Was mój osobisty, prawnoautorski savoir vivre, który pozwala choć trochę poszanować prawa moich znajomych a ze mnie nie robi dziwaka. Przynajmniej taką mam nadzieję :)

zdjęcia codzienne Myślę, że warto wyrobić sobie nawyk pytania o zgodę PRZED wstawieniem zdjęcia, chyba że faktycznie koniecznie chodzi nam o niespodziankę. Jeśli wstawiam zdjęcie autorstwa innej osoby, słodką focię z ręki siebie i przyjaciółki lub zdjęcie przedstawiające inną osobę niż ja (itd. itd.),  zanim je opublikuję wysyłam zwykle wiadomość „Wrzucam zdjęcie na fejsa, nie masz nic przeciwko?”. Pozwala to uszanować prawa tych, którzy nie chcą być w internecie oraz tych którzy chcą wyglądać w necie lepiej niż w rzeczywistości.

impreza Szczególną niechęć przy pytaniu o zgodę na publikację widzę przy zdjęciach z imprezy, przez którą przewinęło się dwadzieściakilka osób i nikomu nie chce nam się słuchać wybrzydzania każdej z nich. Skutkiem tego jest bywa czasami sprawdzanie w stresie facebooka zaraz po przebudzeniu, z nadzieją, że nie ma tam bardzo kompromitujących ujęć.

Często jestem fotografem na wspólnych imprezach ze znajomymi, a jak widać poniżej, ostatnio dochodzę też do tego filmy np ze wspólnego muzykowania. Nie chodzi już tylko o wygląd ale zadowolenie z wykonania utworu. Mój sposób na prawnoautorskie ujęcie tematu to wrzucanie fotek lub filmu pod linkiem z ograniczonym dostępem.

  • Jeśli wrzucam film na youtube, robię dostęp tylko po linku.
  • Jeśli mam 300 zdjęć z imprezy, tworzę album dostępny tylko dla określonego kręgu osób (istnieje taka możliwość zarówna na Picasie jak i Facebooku).
  • Następnie proszę wszystkich żeby sprawdzili czy nie mają nic przeciwko publikacji którejkolwiek fotografii czy wykonania przez nich utworu.
  • Milczenie oznacza zgodę, więc po pewnym czasie udostępniam wszystkie zaakceptowane obiekty publicznie lub setkom swoich znajomych. Po otagowaniu dostęp mają tysiące osób. Dzięki takim zabiegom nikt nie jest niemile zaskoczony, a czasami znajdują się osoby, które chcą zostać podpisane jako autor bo akurat dzierżyły aparat i są bardzo dumne ze swojego kadru.

Wszystkie te działania są symboliczną ale często też prawnie skuteczną formą dostosowania się do norm ustawy o prawach autorskich i innych prawach pokrewnych. Rozmowy na temat publikacji mamy zarejestrowane w mailach lub wiadomościach komunikatora, co jest mocniejszym dowodem niż umowa ustna. Interesy autorów i osób udostępniających swój wizerunek  są zaspokojone a ja pozbywam się uczucia, że to całe prawo autorskie i tak się nigdzie nie przydaje ;)

 

 

To teraz w nagrodę jednej z moich filmików, który przeszedł powyższą drogę: